Masowe deportacje Polaków w głąb ZSRR przebiegały w czterech etapach:

  • I wywózka: noc z 9 na 10 lutego 1940 roku,
  • II wywózka: od 13 kwietnia 1940 roku,
  • III wywózka: 29 czerwca 1940 roku,
  • IV wywózka: 20 czerwca 1941 roku.

Ich celem było zniszczenie polskiej państwowości, erozja życia społecznego, w efekcie czego zajęte ziemie miały być z większą łatwością zespolone z ZSRR. We wspomnieniach dzieci Pahiatua to często powracająca scena i początek opowieści o ich tułaniu się po świecie: NKWD dobija się do drzwi z okrzykiem „sobierajsia!” – zbierajcie się.

(…) 10 lutego 1940 roku w bardzo mroźną noc, o godzinie 1:30 rano rozległy się stukania do drzwi domu. Nieproszeni goście, uzbrojeni rosyjscy NKWD-iści i kilku Ukraińców, swoim butnym i hałaśliwym zachowaniem pobudzili nas wszystkich. Jeden z nich oznajmił, że za pół godziny mamy być gotowi do wyjazdu. Ojciec westchnął: „pewnie wywiozą nas na Sybir”, a jeden z nich powiedział, że przewiozą nas w bezpieczne miejsce, bo tu powstanie pas graniczny. Myśmy im nie wierzyli, mieliśmy swoje zdanie, które niebawem się potwierdziło (…).

s. Stella (Józefa Wrotniak)

Rodzin nie informowano, dokąd są eksmitowane. Oficjalne wytyczne mówiły, że deportowani mają prawo zabrać 500 kg dobytku, a na zgromadzenie najpotrzebniejszych rzeczy mają maksymalnie pół godziny. W praktyce pakowanie przebiegało w popłochu, bywało że enkawudziści nie pozwalali zabrać ze sobą niczego. W ramach pierwszej masowej deportacji wywieziono ok. 140 tys. osób. Byli to głównie osadnicy i pracownicy służby ochrony lasów wraz z rodzinami. Rozmieszczono ich w miejscach, gdzie przeważał przemysł leśny (obwody: archangielski, swierdłowski, południowe i zachodnie rejony Komijskiej Autonomicznej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej oraz Kraj Krasnojarski).

(…) W lipcu 1940 roku, o czwartej rano, zapukano do naszych drzwi. Na progu stało czterech żołnierzy rosyjskich pod komendą tajniaka z NKWD. który był nam dobrze znany, gdyż [rzez trzy miesiące często nas odwiedzał jako przyjaciel. Jeden z żołnierzy krzyczał i popychał moją matkę, żeby spieszyła się z pakowaniem. Bałam się, że ją skrzywdzi, więc popchnęłam go z tyłu. Odwracając się, zranił moje ramię bagnetem. Zemdlałam. Przewieziono nas na stację kolejową, gdzie było już wielu płaczących i wystraszonych ludzi. Czekały na nas długie rzędy bydlęcych wagonów, do których żołnierze rosyjscy wpychali ludzi i ryglowali drzwi.

Halina Morrow (Fladrzyńska)

Więcej o deportacjach: https://www.zapisyterroru.pl/dlibra/context?id=context25

Źródło rysunków: https://cbw.wp.mil.pl/pl/articles6-aktualnosci/2020-02-07z-80-rocznica-pierwszej-masowej-deportacji-ludnosci-polskiej-do-zsrr/