Maria Gawor

Tata zmarł jak miałam 21 lat, a mama jak 23. Człowiek był wtedy jeszcze w sumie głupi. Myślał o sobie, o wyjściach, szkole, studiach. Dopiero teraz jestem w stanie zrozumieć, co oni kiedyś przeszli.

Nasze życie rozwijało się tylko i wyłącznie w polskim gronie. I to jest chyba tak, że kiedy ludzie przyjeżdżają do obcego kraju, nie znaczy że nie chcą włączyć się w to środowisko, ale czują się bezpieczniej między swoimi. To zajmuje czas, żeby to następne pokolenie się oswoiło. Nawet kiedy „dzieci z Pahiatua” rozjechały się do różnych zakątków Nowej Zelandii, to zawsze było „dzieci z Pahiatua” i ich ciągnęło do tego. Ludzie czuli się bezpiecznie, ponieważ w tym środowisku zawsze mogli się wypowiedzieć, bo jak to się mówi, gdzie dwóch Polaków tam trzy partie, ale dogadali się swoim językiem. Moi rodzice rozmawiali po angielsku, ale nie czuli się swobodnie, jak w swoim gronie i środowisku.

W Zelandii zawsze dzieciaki biorą ze sobą jedzenie do szkoły i każde o 12 wyjmuje swoje kanapki. Mama zawsze wypiekała drożdżowe ciasta na weekend, a potem cały tydzień się je jadło. Ale dzieci nowozelandzkie jadły ciastka ze sklepu. I ja zawsze myślałam, że te dzieci są takie bogate, bo mają ciastka i nie rozumiałam, że ktoś w moje jedzenie czas wkłada… To było takie głupie. Albo inne dzieci mówiły: śmierdzi twój lunch, bo dzieci z Europy często miały kanapki z kiełbasą. Co ty znowu masz? I to wszystko pokazywało, że człowiek był inny. Ktoś by może na to machnął ręką, ale te drobnostki we mnie zostawały. O, jestem inna. Może faktycznie ja tu nie należę?

Rodzice starali się, żeby był dom. To było bardzo ważne, żeby mieli swoje. Nie, że gdzieś się wynajmuje, jakiś kąt. Jak jest swoje, to nikt nam tego nie zabierze. Rodzice bardzo starali się, żeby jak najszybciej spłacić dom. Nie chcieli sytuacji, że musimy się wyprowadzić. I był duży nacisk, że jak już kupili dom, to się nie wyprowadzali. Teraz jest inaczej. Człowiek kupuje coś na początek, a po iluś latach myśli, że trzeba się już wyprowadzić. Rodzice mieli pogląd, że ten fizyczny dom stanowił prawie że rodzinę. Tutaj było bezpieczeństwo i nikt cię stąd nie zabierze. 

Jest historia i niby coś powinniśmy się jako ludzie uczyć. Ale patrzę na to, co dzieje się teraz na Ukrainie. Może inaczej wyglądają ci ludzie, ale to samo się dzieje. Świat się nie zmienił. Nic się nie nauczył.